fb fb fb fb
atelier lawenda

.

Wywiad dla trójmiasto.pl zapraszam do artykułu

DESCRIPTION

Deluxe Trójmiasto.pl Atelier Lawenda Wywiad

Niewielkie Atelier mieszczące się w Gdyni Redłowie kryje w sobie tajemnicę. Wewnątrz znajdziemy nietypowe suknie ślubne – lekkie, zwiewne, w stylu boho. Pochodzą od nowozelandzkiej marki Rue De Seine oraz australijskiej projektantki Karen Willis Holmes. Są wśród nich prawdziwe perły warte nawet 16 tys. zł. Odwiedziliśmy Atelier Lawenda, aby przyjrzeć się kolekcji i porozmawiać z jego właścicielką – Susanną Taranowską.

Justyna Michalkiewicz: Nie znajdziemy u ciebie sukien ślubnych typu princessa. Modeli jest niewiele. Wszystkie lekkie i zwiewne. Co to za suknie?

Susanna Taranowska: Przede wszystkim – w stylu boho, który dzieli się na: elegancki, hipisowski i plażowy. Suknie luźno opadające albo przylegające do ciała. Delikatne i miękkie materiały. Długie treny, które można podpiąć. Odkryte plecy i długie rękawy. Propozycji jest wiele i nie ma powtarzających się modeli. W modelach od Rue De Seine przeważają jedwabie, czysta bawełna oraz nylon, na którym wykonuje się hafty. Są przyjemne w dotyku, nie drażnią i pozwalają komfortowo się poruszać. Moje panny młode mówią, że czują się w nich jak w drugiej skórze.

Odnoszę wrażenie, że można je opisać słowem „wolność”.

Dokładnie! Wolność panny młodej!

Jakie są twoje klientki?

To osoby, które chcą odejść od kanonu mody ślubnej, przyjętego w Polsce. Doskonale wiedzą, czego chcą i przede wszystkim – wiedzą czego nie chcą. Na pewno są odważne i ciekawe świata. Przychodzą do mnie zarówno młode dziewczyny, jak i panie po czterdziestce.

Czyli są to suknie dla kobiet w każdym wieku. Co z rozmiarem?

Pasują raczej do szczupłych kobiet, ale pewne mankamenty można pod nimi zakryć. Doskonale radzą sobie z krągłościami czy boczkami. Niektóre panie przymierzają i mówią z niedowierzaniem – rany, ja jestem szczupła!

Jak panna młoda powinna się czuć w dniu ślubu? Niektórzy mówią, że w ten wyjątkowy wieczór można się przemęczyć. Wszystko w imię piękna.

No właśnie, przemęczyć. To słowo powinniśmy wyeliminować ze ślubnego słownika. Mamy się ubrać, a nie przebrać. W Stanach Zjednoczonych młode dziewczyny mają swój bal i wtedy szaleją z sukniami. Gdy przychodzi dzień ślubu, kobiety są wyleczone z trendu, że więcej znaczy lepiej. U nas, w Polsce przychodzi wymarzony dzień ślubu i panie mówią – dobrze, teraz zaszalejmy. Niestety to szaleństwo często kończy się tym, że suknia uwiera, jest niewygodna i ciężka. Biżuteria przytłacza, włosy są przestylizowane. Kiedyś przyjechała do mnie zapłakana panna młoda, która wpłaciła już kilka tysięcy złotych zaliczki na wymarzoną suknię, ale nie czuła się w niej dobrze. Szukała ratunku.

Masz u siebie prawdziwą perłę od Rue De Seine za 16 tys. zł. Co to za model?

Model Cleo. To ich flagowa suknia, która jest z nimi od początku budowania marki. Podszewka jest wykonana z jedwabiu, a na dole snują się jedwabne frędzelki. Koronka jest wyhaftowana bawełnianą nitką na nylonie. Widać na niej wzór słoneczników, który jest zastrzeżony wyłącznie dla tej marki. Na innych modelach od Rue De Seine pojawia się ten sam motyw kwiatowy. Cena może wydawać się wysoka, ale zapewniam, że nie ma problemów z odsprzedażą tej sukni.

Nietypowa. Nie będzie się wszystkim podobać.

Do tej sukni trzeba dojrzeć. Im dłużej na nią patrzę, tym bardziej jestem w niej zakochana.

A co zresztą? Można u ciebie zamówić wszystkie modele od tych dwóch projektantów?

W Atelier mam dostępne wybrane modele do przymiarki. Wszystkie w uśrednionym rozmiarze 38. Można u mnie zakupić wszystkie suknie, ale nie wszystkie można przymierzyć. Subiektywnie wybieram te sample, które podobają się polskim pannom młodym. Często jednak dostaję zapytania o te modele, których nie mam u siebie. Cieszy mnie, że Polki są coraz bardziej świadome, że moda ślubna nie musi wyglądać jak ta promowana w większości rodzimych katalogów.

Jak dotarłaś do projektantów? I przede wszystkim – dlaczego tobie zaufali?

Napisałam do nich. Dostałam zaproszenie do Paryża od Rue De Seine. Bałam się, bo nie miałam doświadczenia. Wcześniej pracowałam jako organizator ślubów. Zaryzykowałam i powiedziałam – jadę. Dzisiaj już wiem, że to był skok na głęboką wodę, ale w bardzo dobrym kierunku. Od samego początku czułam wsparcie siostry, która bardzo mi pomaga.

Poza wyborem sukni, lubisz doradzać swoim pannom młodym. Co im zazwyczaj polecasz?

Naturalność i lekkość. Zawsze służę radą w wyborze dodatków, butów czy fryzury. Współpracuję z projektantkami biżuterii, które są gotowe wykonać każde życzenie klientki. Nawet to najbardziej udziwnione i wyszukane. Biżuteria, którą zazwyczaj polecam jest matowa i wygląda jakby była lekko muśnięta czasem. Jeżeli mówimy o włosach, najważniejsze, aby kobieta czuła się z nimi naturalnie. Rozpuszczone i rozwichrzone fryzury są piękne, tak samo jak luźno plecione i postrzępione warkocze. Najlepiej, jak panna młoda idzie do ślubu w takiej fryzurze, jaką nosi na co dzień. Pięknie prezentuje się tzw. styl plażowy, a do tego np. delikatny wianek.

A przed czym przestrzegasz?

Polki są coraz bardziej świadome, że moda ślubna nie musi wyglądać jak ta, promowana w większości rodzimych katalogów. Suknia nie powinna nas zakrywać swoją pompatycznością.

Przed ciasnymi gorsetami, włosami kręconymi na wałki trzy dni wcześniej albo tymi mocno przylizanymi. Kilogramom lakieru do włosów mówię stanowcze „nie”. Nie przekonuje mnie rzucająca się w oczy, przytłaczająca biżuteria. Nie widzę również sensu męczenia się w szpilkach przez całą noc. Płaskie obuwie może się prezentować równie dobrze i jest wygodne. Zawsze polecam, żeby do ślubu wybrać skórzane sandałki. A jeżeli chcemy się optycznie wydłużyć, wygodne będą koturny, które ponadto nie poniszczą nam sukienki. Zawsze pytam klientki, jak będzie wyglądała cała aranżacja ślubu. Nie rozumiem idei tych pokrowców na krzesła czy białych obrusów. Jeżeli drewniane stoły są zadbane, wystarczy zrobić bieżnik z zieleniny, która rośnie w lesie. Będziemy mieli rustykalny klimat. Są tysiące inspiracji. Nie trzeba zgadzać się na to, co proponują w restauracjach. Nagie stoły i nagie krzesła mogą wyglądać bardzo elegancko.

Przychodzą do ciebie nietypowe klientki, które w modzie ślubnej szukają czegoś bardziej wysmakowanego. Zdarza się, że zaskakują nawet ciebie?

Oj, tak! Całkiem niedawno, jedna z nich powiedziała mi, że razem z przyszłym mężem wytatuują sobie obrączki ślubne. Najpierw symbolicznie założą standardowe, a później znikną na chwilę i zrobią tatuaże. Zaskakuje mnie również, że ktoś jedzie do mnie kilkanaście godzin, żeby tylko przymierzyć jeden z modeli.

Czujesz, że praca stała się twoją misją?

Tak, chciałabym przekonać panny młode, że liczy się naturalne piękno, bez zbędnych dodatków. Aby każda z nich, patrząc na swoje zdjęcia ślubne po latach, mogła powiedzieć – wyglądam lekko, pięknie i naturalnie. Suknia nie powinna nas zakrywać swoją pompatycznością. Uświadamiam, że nie warto słuchać ekspedientek w sklepie, którym zależy na szybkiej sprzedaży, tylko spojrzeć w głąb siebie. Już niedługo asortyment powiększy się o nowego projektanta. Tym razem będzie to Daughters of Simone ze Stanów Zjednoczonych.

Wiem, że to jeszcze może się zmienić, ale powiedz – jak ty chciałabyś wyglądać na swoim ślubie?

To się jeszcze okaże, ponieważ w czerwcu jadę na pokaz nowej kolekcji o nazwie „Spell Love”, ale na dzień dzisiejszy widzę to tak: suknia Cleo od Rue De Seine. Siwe włosy, buty na koturnie albo delikatne sandałki z rzemykiem bądź akcentem skórzanym. Na głowie zielony wianek saute albo łańcuszek. Pozostanę wierna mojemu ulubionemu stylowi, czyli boho. Taki wyzwolony duch.

Będziesz wyzwoloną panną młodą. A twój mąż?

Najważniejsze, żeby czuł się wygodnie. Jestem przeciwna garniturom w kompletach – góra i dół. Dobrze prezentują się chinosy i szelki. Na zasadzie kontrastów – jasna góra, ciemny dół lub odwrotnie.

Justyna Michalkiewicz – Waloszek

fot. Lucyna Pęsik